Powrót

Familia

niedziela, 6 grudnia 2009, 23:15
Trochę spóźniony prezent Mikołajowy, ale zawsze! Na początku kilka słów od autora... Wiem, że bardzo długo musieliście czekać na ten rozdział, dlatego ewentualne poprawki zostawiam sobie na później i oddaję w Wasze ręce prototyp. Ponieważ obawiam się, że kolejny rozdział ukaże się dopiero za jakieś dwa miesiące (spowodowane jest to nawałem moich zajęć i tym, że piszę równocześnie opowiadanie na www.aurorasinistra.mylog.pl , które oczywiście również polecam Waszej uwadze), wszystkich wielbicieli Syriusz bardzo proszę o podanie numerów gg w księdze gości. Ułatwi mi to poinformowanie Was o kolejnym rozdziale zaraz po tym jak takowy się pojawi. Dziękuję, to wszystko, życzę przyjemnej lektury.

-------------------------------------------------

Okazały dwór Gampów pełen był ludzi. Na ślub Bellatrix z synem Minister Magii zaproszono niemal wszystkich wysoko postawionych urzędników z Ministerstwa, wielu przedstawicieli rodów czystej krwi oraz inne znaczące persony.
Kilkanaście okrągłych stołów nakrytych brzoskwiniowym, lśniącym obrusem, udekorowanych olbrzymimi kokardami i kwiatami, już tylko czekało, aż wszyscy zasiądą do przygotowanego przez skrzaty domowe obiadu.
Tymczasem Syriusz wciśnięty w aksamitną, czarną szatę wyjściową, z bratem, Andromedą, Narcyzą i wyjątkowo wystrojoną Isabelą Gamp, stał za młodą parą odbierając od Bellatrix kolejne bukiety kwiatów i ogromne pudła z prezentami od Jacoba, które zaproszeni goście dołączali do ślubnych życzeń.
Bella przez całą ceremonię i nawet teraz wyglądała na mocno niezadowoloną. I szczerze mówiąc Syriusz wcale jej się nie dziwił. Oschłe "tak", które usłyszał pastor, gdy zapytał czy Bellatrix bierze sobie za męża Jacoba Gampa, zabrzmiało, jakby kuzynka chciała dodać: "i skończmy wreszcie ten cyrk", utwierdziło Syriusza w przekonaniu, że całe to małżeństwo nie jest pannie młodej na rękę. Suknia ślubna zapewne też nie dodawała jej otuchy. Choć już na pierwszy rzut oka było widać, że jest niezwykle droga i starannie wykonana, zdaniem Syriusza była po prostu brzydka. Pełno w niej było zakładek, klejnotów, falbanek, haftów i Bóg jeden raczy wiedzieć czego jeszcze. Szeroka spódnica z mnóstwem koronek i zwiewny welon wyraźnie utrudniały Belli poruszanie się, a długi tren dodawał zgrabnej figurce kuzynki objętości.
- Bellatrix! - Rozmyślania Syriusza przerwał oburzony głos ciotki Druelli. - Zachowuj się jak na czarownicę czystej krwi przystało i zostaw w spokoju te falbany.
Niezadowolona Bella wykrzywiła się w sztucznym uśmiechu i schowała różdżkę, przy pomocy której jeszcze przed chwilą chciała "delikatnie" przerobić swoją suknię ślubną. Syriusz podejrzewał, że po zabiegach kuzynki jej strój nie wyglądałby gorzej (to było niemożliwe).
- Ach, Walburgo! - Ciotka w końcu dorwała swoją ukochaną szwagierkę. - Pozwól, że ci kogoś przedstawię. To jest Stella Levieaux. To ona zaprojektowała to cudo, w którym prezentuje się Bella.
Na dźwięk nazwiska "Levieaux", Syriusz natychmiast się odwrócił. Tuż obok Druelli Black stała delikatna kobieta w wąskiej, prostej, czarnej spódnicy i białej bluzce, która, choć miała mnóstwo zakładek, prezentowała się niezwykle elegancko. Gruby pas, który miała zapięty w talii z całą pewnością wykonany był przez gobliny, a ogromny ciemny kapelusz i wypływające spod niego jasne loki nadawały pani Levieaux wdzięku, o którym obie panie Black mogły tylko marzyć. Ten jeden rzut oka wystarczył chłopcu, aby stwierdzić, że obrzydliwa suknia ślubna nie jest jej autorskim projektem.
- Miło mi panią poznać, pani Black - usłyszał delikatny sopran pani Levieaux, która lekko skinęła głową. - Słyszałam o pani wiele... dobrego.
- Właśnie podziwiam pani dzieło - odpowiedziała Walburga Black. - Muszę przyznać, że to niezwykle odważna koncepcja...
- Och, to tylko moje wykonanie - zaśmiała się pani Levieaux. - Projekt niemal w całości wykonała pani Gamp. Nie dała sobie wybić z głowy ani jednej falbanki, ale pani Druella także nie protestowała, a przecież najważniejsze, aby klient był zadowolony.
Stella Levieaux z odrazą spojrzała na "swoje" dzieło. Tymczasem pani Black ze zdumieniem przyglądała się bratowej, która zarumieniła się z zażenowania:
- Oj, Burdziu... - wymamrotała po chwili ciotka Druella. - Sama rozumiesz... Madeline to przecież Minister Magii... Naprawdę nie wypadało mi nic powiedzieć...
- Ach, tak... Oczywiście... W takich okolicznościach...
Albo Syriuszowi się wydawało, albo matka miała dobry humor. Możliwe było też, że wypiła za dużo ponczu, do którego przyssała się już przed ceremonią ślubną. Choć po dłuższym zastanowieniu chłopiec stwierdził, że jedno nie wyklucza drugiego.
- Pani Levieaux, czy jest pani może krewną pana Alexandre'a Levieaux? Dyrektora Banku Gringotta. - Zapytała tymczasem Walburga Black.
- A więc zna pani mojego syna? - Zapytała uprzejmie projektantka.
- Czyli mam przyjemność z matką - w oczach pani Black pojawiły się jakieś dziwne błyski, które Syriuszowi wcale się nie podobały.
- Tak - uśmiechnęła się Stella Levieaux. - Pani brat i pani urocza szwagierka, byli tak uprzejmi, że zaprosili na tę wspaniałą ceremonię.
- Słyszałam, że ma pani wnuczkę w wieku mojego syna. Czy mogłaby mi ją pani przedstawić?
- Ależ oczywiście - odpowiedziała nieco zdumiona kobieta. - To właśnie jest Cassidy.
Tuż przy pani Levieaux pojawiła się niezwykle ładna dziewczynka z przyklejonym do ust, czarującym uśmiechem. Syriusz dopiero po chwili przypomniał sobie, że córka dyrektora banku ma w sobie krew wili. Dziewczynka dygnęła i uścisnęła dłoń Walburgi Black. Chłopiec zauważył, że jej paznokcie są pomalowane na ten sam szkarłatny kolor, co paznokcie jej babci.
- Oj, koniecznie muszę ją przedstawić mojemu Syriuszowi - zawołała zachwycona dziewczynką Walburga Black. - Jest przeurocza.
Syriusz stanął jak skamieniały i upuścił trzymaną wiązankę. O nie, tego już za wiele. Dopiero co wyrwał się ze szponów Isabeli i od razu coś takiego...
- Syriusz, ja czekam - wyrwał go z zamyślenia rozdrażniony głos Bellatrix, która właśnie wyszarpała się z objęć jakiegoś wyniosłego blondwłosego mężczyzny, za którym stała dwójka nastoletnich dzieci i podsunęła kuzynowi pod nos ogromny bukiet. - Skup się proszę. Chcę mieć to z głowy.
Chłopak wziął kwiatki od panny młodej z trudem powstrzymując się od zapytania jej czy chce mieć to z głowy, bo koniecznie musi do toalety, czy z jakiegoś innego, równie ważnego, powodu.
Mimo wszystko miał nadzieję, że za dziesięć lat to nie on będzie stał na miejscu Jacoba, a obok niego nie będzie wyfiokowanej Cassidy Levieaux.
Chociaż z dwojga złego... Spojrzał na stojącą nieopodal Isabel...
- Abraxasie, tutaj... - Syriusz zobaczył, że Druella Black macha do mężczyzny, który przed chwilą składał gratulacje Jacobowi i Bellatrix, przy okazji stwierdzając, że w kolejce do młodej pary stoją już ostatni goście.
- Dawno nie wiedziałem szanownych pań - dotarł do uszu Syriusza głos mężczyzny. - Tym bardziej mi miło, że zostaliśmy zaproszeni. Przez te wszystkie plotki krążące o nas od śmierci mojej ukochanej żony...
- Ależ to nonsens - tuż przy rozmawiających pojawiła się wysoka, czarnowłosa postać Cygnusa Blacka. - Mam nadzieję, że wyświadczysz nam ten zaszczyt i ty, oraz twoje dzieci, usiądziecie razem z nami przy stole. Na reszcie będziemy mieli okazję porozmawiać.
Gdy wymęczony Syriusz w końcu dotarł do stołu, gdzie przygotowane było dla niego miejsce, aż jęknął. Okazało się, że będzie musiał spędzić cały dzień w towarzystwie rodzeństwa swojej matki i właśnie tego wyniosłego mężczyzny, którego tak serdecznie zapraszał do swojego stołu wuj Cygnus. Na szczęście siedziała z nimi także Andromeda i...
- Wuj Alphard! - zawołał Syriusz na widok równie wysokiego jak jego brat, brązowowłosego mężczyzny z szerokim uśmiechem gawędzącego z gościem.
- Och, Abraxasie, pozwól, że was sobie przedstawię - powiedział wuj zrywając się z krzesła. - Syriuszu, to jest Abraxas Malfoy. Cygnus zdaje się mieć do niego sprawę - dodał szeptem wymownie patrząc na syna pana Malfoya, po czym powiedział głośniej - Abraxasie, to mój siostrzeniec, Syriusz.
Po wymienieniu standardowych powitań Syriuszowi zostały przedstawione dzieci pana Malfoy’a i można było zasiąść do obiadu. Dzisiaj chłopiec jeszcze nic nie jadł, bo w kuchni matka sobie nie radziła, a Stworek został odesłany do pomocy w przygotowaniu wesela, tak więc młody Black nie zwracał większej uwagi na toczącą się rozmowę. Mimo to dosłyszał, że żona pana Malfoy’a zmarła w nocy kilka lat temu w dość dziwnych okolicznościach, bo przed pójściem do łóżka czuła się wyśmienicie. Podejrzewano później, że do śmierci Jacqueline Malfoy przyczynili się jej teściowie, którzy zawsze uważali, że za bardzo rozpieszcza swoje dzieci. Przez te plotki cała ich rodzina nie cieszyła się już taką popularnością wśród czarodziejów jak kiedyś, ale wciąż zachowała pokaźny majątek.
- A twoje dzieci Abraxasie? - Zapytał w pewnym momencie Cygnus Black.
- Och, Lucjusz jedzie już na szósty rok do Hogwartu. Jest prefektem i doskonale zdał sumy - pan Malfoy poklepał po ramieniu syna, który dumnie wypiął pierś. - Natomiast Sophia - spojrzał na delikatną blondyneczkę o błękitnych oczach, która skromnie spuściła wzrok i zaczęła bawić się serwetką - w tym roku pojedzie do naszej wspaniałej szkoły magii po raz pierwszy. Już dostała list. Spodziewam się, że umiejętnościami dorówna swojemu bratu, a nawet, że będzie od niego lepsza. Zdolna z niej czarownica, ale bardzo nieśmiała. Lucjusz się nią zaopiekuje, a mam nadzieję, że z biegiem czasu wyrośnie na piękną i dumną naszą potomkinię, jak twoje córki Cygnusie.
- Cieszę się, że tak sądzisz - powiedział po chwili wuj odstawiając kieliszek, z którego upił łyk wina - bo właśnie o jednej z moich córek chciałbym z tobą porozmawiać. Znasz Andromedę, prawda?
Pan Malfoy skinął głową. Andromeda zaś rzuciła ojcu mordercze spojrzenie, odłożyła widelec i dumnie się wyprostowała. Do złudzenia przypominała teraz swoją naburmuszoną starszą siostrę, która siedziała z krzywą miną przy sąsiednim stole. Cygnus Black zignorował fochy córki.
- Andromeda jest w wieku Lucjusza - powiedział. - I bez zbędnych wstępów przyznam się, że szukamy dla niej odpowiedniego małżonka. Dodam również, że bylibyśmy zaszczyceni, gdyby rodziny Blacków i Malfoy’ów w końcu się połączyły.
- Cygnusie, muszę przyznać, że składasz mi propozycję, którą ciężko byłoby odrzucić komukolwiek z nas - powiedział po chwili Abraxas Malfoy, a Syriusz był pewien, że gdyby wzrok Andromedy mógł zabijać jego syn dawno leżałby martwy. - Oczywiście będziemy musieli omówić szczegóły takiej transakcji, aczkolwiek już teraz przyznam, że to ja będę zaszczycony, jeżeli mój syn będzie mógł nazywać cię ojcem.
- Czyli właściwie wszystko załatwione - zaśmiał się Cygnus Black. - O posag się nie martw, bo jak sądzę to są właśnie te "szczegóły". Dobrze wiesz, że Blackowie są jedną z najbogatszych rodzin czarodziejów. Wypijmy więc za to.
- A może ktoś zapytałby MNIE o zdanie? - Wypaliła Andromeda zrywając się z krzesła zanim jej ojciec zdążył po raz drugi unieść kieliszek.
- Cicho, moja droga - powiedział spokojnie wuj Cygnus. - I usiądź skarbie. Nie trzeba się od razu tak unosić. Ja wiem lepiej co dla ciebie dobre. Ludzie, póki młodzi, miewają różne niedorzeczne pomysły. Dopiero z upływem lat zaczynają dostrzegać co jest na prawdę ważne. Zwłaszcza my, czarodzieje czystej krwi...
- Cygnusie - przerwał wuj Alphard z ironicznym uśmiechem - bardzo cię przepraszam, ale czysta krew?... Przecież dzisiaj to się nie liczy...
- No właśnie, mój drogi - przerwał mu pan Malfoy poklepując go po ramieniu. - Nie ma już nikogo oprócz nas, kto by temat czystej krwi traktował z należytą powagą.
- Nie? - Zapytał Orion Black z nieodgadnionym wyrazem twarzy. - A ten... Lord Voldemort?
- Robi tylko sporo zamieszania - warknęła matka. - Za kilka lat będzie mówił tak jak inni: że małżeństwa ze szlamami to nic złego, że to nie hańba... Tfu, zaraza by ich wszystkich wzięła. Odechciało mi się jeść.
Pani Black odłożyła złote sztućce, a jej bratowa poszła w jej ślady wyzywająco patrząc na męża.
- Ten człowiek raczej nie zmieni swoich poglądów - wtrącił ojciec zanim wuj zebrał się w sobie. - Słyszałem wiele na jego temat od moich klientów. Wydaje się być osobą bardzo zaangażowaną... w sprawę. Zastanawiam się Walburgo, czy nie przemawiają przez ciebie jakieś niespełnione... ambicje z młodości. Pamiętam jak zaczynałaś Hogwart... Na szóstym roku był pewien chłopiec, prefekt, zdaje się, że z mugolskiego sierocińca... Wodziłaś za nim oczami...
- Lord Voldemort na razie tyko gada - przerwała pogardliwie matka. - Niech lepiej czynem udowodni, że jest po naszej stronie. Niech udowodni co dla niego znaczy czystość krwi.
- Powiedz mi Walburgo, jak Lord Voldemort ma udowodnić ci, że całym sercem wspiera rody czystej krwi? - Orion Black swoim zwyczajem założył ręce na piersiach i uśmiechnął się ironicznie patrząc na żonę. - Ma zacząć zabijać wszystkich, którzy nie uważają, że zachowanie czystości krwi jest obowiązkiem każdego czarodzieja? Ma doprowadzić do zagłady szlam... charłaków... zdrajców krwi?
- Ha!, jasne, że tak! - wykrzyknęła pani Black, jak zawsze doprowadzona do granic wytrzymałości spokojem męża.
- Nie mówimy o zabijaniu, Orionie - zreflektowała się ciotka Druella próbując zachować twarz przed panem Malfoy’em i najwyraźniej mocno kopnęła szwagierkę pod stołem za jej wybuch. - Zabijać szlamy? To już jest poniżające. Mógłby jednak znaleźć sposób, by usunąć je z naszego świata. Niechby wrócili do swoich.
- W jaki sposób Druello? Słucham - ojciec wyraźnie świetnie się bawił doprowadzaniem żony i jej szwagierki do furii.
- Nie wiem, niech ten Lord Voldemort coś wymyśli.
- A ja nadal uważam, że powinien powybijać je wszystkie - warknęła matka.
- Burdziu, czy nie powinnaś iść z Druellą sprawdzić dlaczego skrzaty domowe nie podały jeszcze deseru? - zapytał z naciskiem wuj Cygnus.
- Ależ dlaczego? - Zapytał z żalem pan Malfoy. - Do deseru nikomu się nie spieszy, a poglądy Walburgi są bardzo interesujące.
Na szczęście w tym momencie z podestu dla orkiestry popłynęły pierwsze nuty walca, a głos wyelegantowanego wodzireja zaprosił wszystkich na parkiet. Ojciec, pod błagalnym spojrzeniem wuja Cygnusa, poprosił matkę do tańca. Po chwili także wuj poprowadził swoją żonę na parkiet, a Lucjusz Malfoy został zmuszony przez ojca do zatańczenia z Andromedą. Narcyza i Regulus gdzieś zniknęli gdy tylko nadarzyła się ku temu sposobność, a pan Malfoy dostrzegł w tłumie jakąś swoją dawną znajomą i natychmiast do niej podszedł. Syriusz oderwał wzrok od pląsającej w pobliżu Cassidy Levieaux i ku swojemu ogromnemu zadowoleniu zorientował się, że został przy stole sam z wujkiem Alphardem, który bacznie mu się przygląda.
- Właściwie mógłbyś poprosić ją do tańca - zaśmiał się pan Black. - Całkiem sympatyczna dziewczyna. A do tego jaka ładna.
- Tak, mama też tak uważa. Że to idealna dla mnie partnerka
- Ach... - mruknął Alphard Black z szerokim uśmiechem na ustach. - W takim razie, mój drogi siostrzeńcze, niniejszym uważam, że ta dziewczyna to nie partia dla ciebie. Jest taka...
Dalszą część zdania przerwał wysoki wrzask i ku swemu ogromnemu zdumieniu Syriusz zobaczył jak Bellatrix wskakuje na pobliski stół zwalając z niego połowę zastawy.
- To tylko gnom - oznajmiła śmiejąc się Isabela Gamp łapiąc coś co przypominało ogromnego ziemniaka na pałąkowatych nóżkach, podczas gdy Bella wciąż darła się wniebogłosy odstawiając na stole jakiś dziwny taniec. - One są słodkie.
- Alphardzie, pomóż mi ją ściągnąć - tuż obok brakta pojawił się zdyszany Cygnus Black. - Taki wstyd.Przy całym ministerstwie...
Obaj panowie: jeden wyraźnie wzburzony, drugi rozbawiony, ruszyli w kierunku panny młodej.
- No, tak dobrze nie bawiłem się jeszcze na żadnym weselu Blacków - stojący obok Syriusza otyły jegomość o siwiejącej bujnej czuprynie pociągnął duży łyk ze swojego kieliszka. - Uczyłem ją przez siedem lat, ale nawet nie podejrzewałem, że taka skoczna z niej panienka.
- Pan profesor - do ów jegomościa podszedł Orion Black, który z kpiącym uśmiechem przyglądał się nieudanym próbą ściągnięcia na ziemię Belli. - Jak widzę poznał pan już mojego syna, Syriusza. Syriusz w tym roku jedzie do Hogwartu.
- W takim razie, jeśli będzie tak zdolny jak ojciec, bardzo miło będzie mi go gościć w Slytherinie - powiedział kładąc pulchną dłoń na ramieniu Syriusza. - Mam tylko nadzieję, że nie ma charakteru swojej matki. Oj, pamiętam te spektakle. Choć talentu także jej nie brakowało.
- Syriuszu, to jest profesor Horacy Slughorn - Orion Black zgrabnie ominął temat "spektakli" swojej żony gdy zobaczył, że ta nadchodzi z naburmuszoną miną - uczy eliksirów w Hogwarcie i jest opiekunem Slytherinu.
- W rzeczy samej - powiedział Horacy Slughorn dumnie wypinając pierś. - O, moja droga Walburga! Bratanica już zeszła ze stołu?
- Tak. Już dawno dała się przekonać - odpowiedziała oschle pani Black. - Nie do pomyślenia byłoby, aby tak się zachował któryś z moich synów.
- Zapewne - przerwał jej ojciec. - Jednak w twoim wykonaniu byłoby to bardzo prawdopodobne.
- Orionie - profesor Slughorn przeniósł wzrok z Regulusa stojącego tuż za matką na swego dawnego ucznia - albo mi się wydawało, albo ostatnio po meczu Chluby Portree z Armatami widziałem cię przy Catrionie McCormac. Myślisz, że dałoby rady załatwić od niej jakiś autograf dla mnie?
- Zobaczę co da się zrobić - odpowiedział nieco zmieszany ojciec widząc wzrok żony, który mógł oznaczać tylko to, że wpakował się w potężne tarapaty.
- Orionie!, Walburgo!, dzień dobry panie profesorze - ma szczęście między ojca a matkę wpadł rozentuzjazmowany wuj Cygnus. - Wspaniałe wieści! Lambert Lestrange zgadza się wydać swoją córkę Raquelę za Syriusza gdy tylko skończą Hogwart. Chodźcie! Syriuszu... za mną... Przepraszam pana profesora...
Rad nie rad, Syriusz powlókł się za wujem. Dzieci Lestrange’ów z zasady nie dało się lubić, głównie z powodu ich fascynacji czarną magią. Chłopiec jednak dobrze wiedział, że Blackowie już od kilku pokoleń starali się połączyć z Lestrange’ami przez małżeństwo, ale jak dotąd z powodu różnych przeciwności losu lub jakichś wcześniejszych zobowiązań nigdy im się to nie udawało. Co prawda mógł mieć jeszcze nadzieję, że i tym razem wystąpią podobne okoliczności, ale znając swoje szczęście szczerze w to wątpił.
- Lambercie, to właśnie mój siostrzeniec - usłyszał głos wuja i poczuł, że ten klepie go po ramieniu. - Myślę, że chętnie porozmawiasz sobie z Walburgą i Orionem.
Syriusz podniósł w końcu wzrok i ujrzał dość tęgiego mężczyznę o czarnych włosach i równo przystrzyżonej brodzie. Sądząc po obfitej szacie bardzo bogatego. Po obu stronach pana Lestrange'a stali dwaj bardzo podobni do niego chłopcy (tylko dużo szczuplejsi) , o których Syriusz wiedział, że to jego synowie, gdyż miał już wątpliwą przyjemność poznania nich kilka lat temu. Zza pleców mężczyzny wychylała główkę drobna dziewczynka, wyglądająca na dużo młodszą od chłopców, której młody Black jeszcze nigdy nie widział, a przynajmniej sobie nie przypominał. Oczy i włosy miała tak ciemne jak ojciec i bracia, ale w jej spojrzeniu nie było takiego chłodu i dumy, choć Syriusz był pewien, że z biegiem lat i one się w nich pojawią. Na widok chłopca uśmiechnęła się promiennie ukazując drobne jak perełki, lśniące bielą zęby. Ten jednak nie dowierzał sobie na tyle, aby ów uśmiech odwzajemnić.
Tymczasem pan Lestrange i obaj panowie Black zaczęli rozmowę na temat ewentualnego mariażu dzieci.
- Nie jestem pewien, że Syriusz będzie odpowiednim mężem dla pana córki - mówił Orion Black.
- Ależ co pan plecie. Zbudowany jak trzeba, reprezentacyjny, a przede wszystkim czystej krwi. Czegórzż więcej trzeba mojej Raqueli? - przerwał mu pan Lestrange.
- Mój drogi, Lambercie - roześmiał się ojciec. - Ja nie mam absolutnie nic przeciwko swojemu synowi, wręcz przeciwnie, jestem z niego bardzo dumny, ale nasze dzieci są takie młode. Jeszcze nie wiadomo co z nich wyrośnie. Zaczekajmy kilka lat... Niech się lepiej poznają... Będą mieli na to mnóstwo czasu w szkole...
- Proszę go nie słuchać, mój mąż za dużo wypił - wtrąciła się już wyraźnie wstawiona matka. - To co? Omówimy szczegóły przy lampce wina?
Pan Lestrange skinął na swoich synów i ruszył za dorosłymi Blackami. Raquela chwilę wahała się czy iść za nimi, ale niestety w końcu postanowiła zostać:
- Zadowolony jesteś? - zapytała po chwili wyzywającym tonem.
- Nie. A ty? - odpowiedział odważnie Syriusz.
- Nie - mruknęła po chwili Raquela i nerwowo zaczęła poprawiać ciemnoczerwoną opaskę, którą miała opleciony wysoki kok na głowie. - Chyba muszę już iść.
Dziewczynka oddaliła się szybkim krokiem, a Syriusz patrzył za nią oniemiały, nie bardzo wiedząc co o tym wszystkim myśleć.
- Więc to jest przyszła żona mojego ukochanego siostrzeńca - tuż przy chłopcu pojawił się wuj Alphard. - Czuję, że niezłe z niej ziółko. Mnie też kiedyś chcieli ożenić z taką jedną...
- I co? - zapytał Syriusz. - Jak się wymigałeś?
- Ona mnie nie chciała - zaśmiał się pan Black.
- Odważna kobieta - podsumował chłopiec.
- Niewątpliwie. Z resztą w rodach czystej krwi - dodał wuj z pogardą w głosie - kobiety z reguły są odważniejsze. Na twojego ojca też taka jedna się wypięła.
- Żartujesz sobie.
- Nic a nic. Twoja matka do dzisiaj jej nie wybaczyła.
- No popatrz, a ona niby taka posłuszna - czegoś takiego Syriusz po matce na prawdę się nie spodziewał.
- Posłuszna, ale swoje za uszami ma - zaśmiał się Alphard Black. - A teraz wybacz mi mój drogi, ale przy fontannie z szampanem widzę Violę Lockhart... Całkiem sympatyczna rozwódka... Więc jeśli pozwolisz... dotrzymam jej towarzystwa...
- Idź...
"Świat zwariował", pomyślał Syriusz rozglądając się do koła, gdy wuj się oddalił. Większość gości "świetnie" się bawiła. Chłopiec omiótł wzrokiem blade, wyniosłe twarze członków swojej rodziny, którzy tańczyli tak sztywno, jakby połknęli kij od miotły (może z wyjątkiem ojca i wuja Alpharda). Ich ciemne szaty przyozdobione drogimi klejnotami utwierdziły Syriusza w przekonaniu, że Blackowie są najbardziej snobistyczną rodziną wśród czarodziejów. Choć swoimi wyszukanymi, wypracowanymi gestami i sztucznym uśmiechem udawało im się zwieść sympatycznych i wielkodusznych Gampów.
Słońce zaszło za pobliskim pagórkiem i co lżej ubrani goście zaczęli ukradkiem wsuwać się do wnętrza domu rodziców pana młodego, aby przynajmniej odrobinę się ogrzać. W końcu także Syriusz postanowił zwiedzić dokładniej nowe domostwo kuzynki. Gdy rozglądał się po przytulnych, ale zagraconych pokojach pewien był, że ich wystrój nie przypadnie do gustu, wychowanej w chłodnej i niemal sterylnie czystej kamienicy, Belli.
- Błagam panią, niech pani coś z tym zrobi... Oni wypili już tyle, że nawet nie zauważą - usłyszał jęki kuzynki dochodzące zza uchylonych drzwi na końcu korytarza.
Nie mogąc się powstrzymać zajrzał do środka. Bella niemal klęczała obejmując Stellę Levieaux.
- Ale dziecko... Teraz? Po co?
- Proszę... Przez chwilę chcę wyglądać jak człowiek, a nie jak... cukierkowa bombonierka...
- No... Coś takiego tylko ty mogłaś wymyślić... - pani Levieaux wybuchnęła śmiechem, ale wyciągnęła różdżkę, przy pomocy której zaczęła usuwać kolejne kokardy. - Ale jak jutro będziesz się tłumaczyła ze "zniszczenia" swojej sukni ślubnej, to ja nie miałam z tym nic wspólnego.
Bella z radości rzuciła się projektantce mody na szyję, a Syriusz pomyślał, że jeśli zaraz się nie ewakuuje, to się porzyga od tych babskich czułości.
W salonie było znacznie lepiej. Tam ciotka Druella na całego kłóciła się ze swoją matką. Być może właśnie dlatego były w pomieszczeniu same. Zapewne inni goście czmychnęli stamtąd w obawie o własne życie. Ciotka wrzeszczała prawie tak jak Walburga Black (ale dużo jej jeszcze brakowało) i ciskała w swoją matkę wszystkim, co wpadło jej w ręce. Rhonda McKinnon ograniczała się do krótkich, celnych uwag i rzucania zaklęcia "[i]Reparo[/i]" na rzeczy, które akurat rozwaliła jej córka.
- Należę do rodziny Blacków! Jednej z najbogatszych rodzin czarodziejów... Do najstarszej rodziny czystej krwi, a ty...
- Skrzat domowy nawet ubrany w najdroższe szaty wciąż pozostaje tylko skrzatem. Pamiętaj o tym - przerwała córce pani McKinnon i wyszła z salonu otulając się peleryną podróżną. Chwilę później Syriusz zobaczył jak żegna się z wnuczkami i wraz ze swoim mężem znika w ciemności. Miał wrażenie, że kobieta nie prędko znów spotka się z najstarszą córką. Szkoda, że jego matka nie mogłaby postąpić tak samo...
Po tym zajściu godziny wlokły się Syriuszowi niemiłosiernie. Na niebie pojawiało się coraz więcej gwiazd. Chłopiec rozglądał się za wujem Aphardem, ale ten gdzieś przepadł (zapewne z Violą Lockhart). W końcu, dla zabicia nudy, nawet dał się namówić do zatańczenia z kilkoma rozchichotanymi panienkami czystej krwi, omijając jednak (tak długo jak się dało) Raquelę Lestrange.
Dobrze po północy tuż koło Syriusza próbującego właśnie porozmawiać z Sophią Malfoy (choć na razie przypominało to jego monolog), pojawił się mocno zaniepokojony Regulus:
- Chyba idziemy do domu - mruknął gdy brat raczył na niego spojrzeć.
- Teraz, czy za godzinę?
- Chyba teraz. Tata z... mamą i wujkiem czekają przy kominku w gabinecie pani Gamp. Chodź szybko.
Nie chcąc narażać pozostałych gości na kolejną kłótnię rodzinną Blacków, chłopiec pożegnał się z towarzyszką "rozmowy" i podreptał za bratem. Zastanawiało go tylko dlaczego oni akurat mają deportować się z kominka w gabinecie, a nie, jak inni goście, którzy wychodzili wcześniej, w salonie.
Odpowiedź na to pytanie otrzymał jednak zaraz po tym jak się tam znaleźli. Wuj Cygnus i ojciec prowadzili ożywioną dyskusję na jakiś temat, zaś podtrzymywana przez nich matka zachowywała się co najmniej dziwnie. Nuciła coś pod nosem łasząc się do męża, a ilekroć ten ją puścił, niemal osuwała się na ziemię.
- Może lepiej odwieźmy ją do świętego Munga - zaproponował wuj, gdy matka zachwiała się, osunęła na kanapę i zwymiotowała przez jej oparcie.
- Żeby później wszyscy mówili, że twoja siostra jest alkoholiczką? - zapytał Orion Black machając różdżką, aby posprzątać po żonie.
- Możemy im powiedzieć, że zatruła się jakimś eliksirem.
- A czy to wygląda ci na zatrucie eliksiralne? - ojciec wskazał na matkę, która zjechała z kanapy na kolana i oparła się łokciami o stół kawowy z szerokim uśmiechem na ustach. Ręce jednak bardzo szybko jej się rozjechały i uderzyłazaryła głową w blat. Wuj podszedł do niej i brutalnie posadził ją z powrotem na kanapie.
- A gdzie mój mąż? - zapytała matka i głośno czknęła.
- Masz rację. Uzdrowiciele w Mungu nie są głupi - powiedział wuj Cygnus obserwując siostrę. - Jeszcze zaczną plotkować, że Blackowie mają problem z alkoholem.
Z zewnątrz do ich uszu dobiegła melodia czardasza. Matka drgnęła i chwiejnym krokiem podeszła do etażerki, na której stała butelka szampana. Przechyliła ją, ale nie było w niej już ani kropli. Kolana pod Walburgą Black się ugięły, ale udało jej się wesprzeć na stoliczku, jedynie zrzucając z niego jakiś wazon. Następnie wybuchnęła śmiechem i z butelką w ręce ruszyła w stronę eleganckiego, dębowego biurka. Ku zdumieniu wszystkich zebranych weszła na nie całkiem sprawnie, znów się zachwiała i zaczęła tańczyć w rytm muzyki. Dopiero gdy stojąca na biurku lampa oliwna wylądowała na podłodze, a matka o mały włos nie upadła na tyłek, Orion Black zdecydował się sprowadzić żonę na ziemię.
- Zabieram ją do domu - powiedział do wuja Cygnusa. - Stworek się nią zajmie.
- Nie kominkiem? - Zdumiał się wuj.
- Jeszcze mi wyleci - odparł pan Black biorąc na ręce żonę, która wyglądała jakby zasypiała na stojąco. - Deportuję się z nią zaraz za granicą ogrodu i nic mnie nie interesuje, że zobaczą nas wszyscy pozostali goście. Bardzo proszę, odeślij mi do domu chłopców za jakieś dwadzieścia minut.
Orion Black wyminął stojących w progu synów i ruszył w kierunku wyjścia. Pozostał trójka przez chwilę patrzyła za nimi oniemiała. Albo Syriuszowi się wydawało, albo w oczach wuja pojawiło się współczucie.
- Moja żona przynajmniej dba o reputację rodziny - powiedział po chwili. - Siadajcie.
Chłopcy szybko przeszli przez pokój i usiedli na kanapie. Żaden nie miał odwagi się odezwać. Wuj usiadł w fotelu naprzeciwko nich i utkwił w nich spojrzenie. Zapadła niezręczna cisza przerywana tylko szlochami Regulusa.
W końcu wuj wstał i gestem zaprosił siostrzeńców do kominka. Gdy Syriusz wypowiedział adres i spokojnie zaczął wirować w zielonych płomieniach przestało go cokolwiek obchodzić. Marzył tylko o tym, aby znaleźć się w swoim pokoju i spokojnie zasnąć.

W czwartkowy poranek nic nie zapowiadało burzy, która miała za chwilę przejść przez dom Blacków. Wyspawszy się po weselu kuzynki Syriusz jak zawsze zszedł do kuchni w poszukiwaniu czegoś zdatnego do jedzenia. Jedyną oznaką nienormalności było to, że zastał tam ojca czytającego "Proroka Codziennego" i popijającego kawą croissanty. Dziwne było już to, że pan Black około południa jest jeszcze w domu, a już zupełnie zaskakując to, że czyta w ciemnej kuchni, a nie w swoim ulubionym fotelu w jasno oświetlonym promieniami porannego słońca salonie.
W wejściu do kuchni wyminął jednak chłopca Stworek niosący srebrną misę z wodą i pływającą w niej białą szmatką:
- Panicz sam sobie coś weźmie ze spiżarni. Stworek idzie do swojej pani.. Biedna pani Stworka jest w salonie i bardzo cierpi - skrzat domowy z wyrzutem spojrzał na pana Blacka.
- Won - powiedział dobitnie ojciec składając gazetę.
Stworek skłonił się lekko i opuścił kuchnię. Zanim jednak drzwi się zatrzasnęły Syriusz dosłyszał jeszcze jego mruczenie:
- Pan nie chce się opiekować swoją biedną żoną. Stworek nie rozumie dlaczego...
Syriusz podszedł do spiżarki i ku swemu zdziwieniu znalazł tam mnóstwo smakowitych potraw. Domyślał się, że Madeline Gamp podeśle im jakieś potrawy pozostałe z wesela (czego Blackowie w zwyczaju nie mieli), ale nie przypuszczał, że będzie ich aż tyle.
- Co właściwie stało się mamie? - zapytał zabierając się do kurczaka z ananasem, bo milczenie stawało się niewygodne.
- Boli ją głowa - odpowiedział obojętnie ojciec.
- Czyli ma kaca - podsumował Syriusz łapiąc za talerz z sałatką z czerwonej fasoli, którą uprzednio postawił przed sobą na stole i niepewnie spojrzał na ojca, bo nie był pewien czy nie posunął się za daleko.
Ten ku jego zdumieniu uśmiechnął się szeroko. Chwilę później jednak za plecami Syriusza rozległo się skrzypienie drzwi i uśmiech spełzł z twarzy Oriona Blacka.
W zwiewnym szlafroku, do kuchni wsunęła się blada i wyraźnie wymęczona matka. Trzymając się za głowę podeszła do kamiennego pieca i nalała sobie do pucharka wody z czajnika. Dopiero gdy się odwróciła dostrzegła męża i syna.
- Piękny pokaz wczoraj dałaś. Nie ma co... - powiedział powoli Orion Black upijając łyk kawy i utkwił wzrok w żonie.
- Ja dałam pokaz? JA?!
Puchar trzymany przez matkę z hukiem upadł na ziemię i potoczył się po kamiennej podłodze. Syriusz przez chwilę rozważał możliwość ukrycia się pod stołem.
- Nie myśl sobie, że nie słyszałam co Slughorn mówił o tobie i o tej McCormack!
- Więc o to ci chodzi - ojciec uśmiechnął się ironicznie i założył ręce na piersiach. - W takim razie wyjaśnijmy to sobie. Co takiego powiedział?
- Powiedział, że widział was razem... Uśmiechałeś się do niej! Rozmawiałeś z nią!
- Nawet jeśli, to co w tym strasznego? - Orion Black zaczął huśtać się na krześle.
- ONA JEST SZLAMĄ!
- Walburgo, daj spokój...
- Szlama... przyjaciółką przedstawiciela jednego z najstarszych rodów czystej krwi!...
Matka szybko podbiegła do ojca z ręką uniesioną tak, jakby chciała go spoliczkować. Ojciec złapał ją za nadgarstki i posadził na krześle.
- Nie wiem od kiedy tak dobrze znasz się na quidditchu - pan Black na wszelki wypadek odsunął z zasięgu rąk żony filiżankę z kawą.
- Zobaczysz! - Walburga Black zerwała się na równe nogi. - Będą się z nas śmiali! Będą się śmiali ze MNIE!
Matka złapała za stojący na stole świecznik i rzuciła nim w stronę męża. Pan Black odbił go jednym machnięciem różdżki.
- Idź się położyć,moja droga...
- Odpowiadaj! Ty.. zdrajco krwi! Coś z nią robił?!
- Walburgo, ja jeszcze raz proszę, abyś poszła się położyć. Nie jesteś w dobrym stanie,a ja mam dość problemów na głowie. Nie potrzeba mi jeszcze poobijanej żony...
- Poobijanej żony?! - oczy matki miotały piorunami. - Zamierzasz mnie uderzyć?!...
- Nigdy w życiu - Orion Black wybuchnął śmiechem i z powrotem usiadł na krześle. - Ale jesteś słaba i zaraz się przewrócisz... A podłoga tutaj jest twarda.
- CZY TY ZE MNIE KPISZ?! CZY TY ZE MNIE KPISZ?! CATRIONA...
- Wystarczy - ojciec ponownie wstał i podniósł dłoń w geście wskazującym, że matka ma być cicho. - Idę do pracy. Porozmawiamy wieczorem jak poczujesz się lepiej.
Pan Black ukłonił się żonie i wyszedł z kuchni.
- Stój tu! ZOSTAŃ MÓWIĘ! -matka wybiegła za nim z kuchni przewracając wszystkie krzesła po kolei i zrzucając kilka garnków.
Syriusz mimo pewnych obaw o własne życie wyszedł za nią. Ojciec akurat złapał przewracającą się matkę.
- Połóż się - mruknął stawiając ją na nogi i idąc do przedpokoju.
- Mowy nie ma! WRACAJ TY NIEWDZIĘCZNIKU!
Ponieważ matka nie doczekała się żadnej reakcji ze strony męża (jej histerie już dawno przestały robić na nim wrażenie) potykając się o szlafrok pobiegła na górę i chwilę później Syriusz usłyszał potężne trzaśnięcie drzwiami i odgłos spadania różnych przedmiotów. Orion Black powoli założył płaszcz i kapelusz, podszedł do stojaka z nogi trolla i wyciągnął z niego parasol, w tym momencie napotkał zdezorientowane spojrzenie Syriusza:
- Trzymaj się. Wrócę wcześniej - otworzył drzwi i już miał wyjść, gdy u góry rozległ się dziwny świst.
Zanim którykolwiek z nich zdążył zareagować kilka cali nad schodami ukazała się szybująca na miotle męża pani Black. Ledwo wyrobiła się na zakręcie, mocno się zachwiała, wyleciała do przedpokoju i dalej przez otwarte drzwi na zewnątrz. Ojciec wyjął różdżkę, ale w tym samym momencie rozległ się wysoki wrzask pani Black i głośny huk wywołany przez rozwalającą się na sąsiedniej kamienicy miotłę.
Kategoria: brak kategorii
tagi:


2 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

truskawka truskawkawtorek, 8 grudnia 2009, 18:26
62.152.153.182

Teraz mam natłok nauki, ale w weekend z przyjemnością przeczytam!

Mirabelka Mirabelka.sobota, 29 stycznia 2011, 09:50
79.139.105.20

Rodzinka Blacków :)
Jak ja ich kocham ....
Ten rozdział był wyjątkowo wciągający  :P
Pozdrawiam Mirabelka

Mój Profil



SZKLANA KULA


Kolejny rozdział Syriusza pojawi się:

17 CZERWCA 2012

Wszystkie osoby, które pragną zostać o nim poinformowane zachęcam do wpisywania się do księgi gości lub komentowania poprzednich wpisów.



ROZDZIAŁY


1. Tojours Pur
2. Ten pierwszy raz
3. Lekcja dobrych manier
4. Mortycja McGonagall
5. Familia
6. Chluba Portree
7. W pociągu
8. Ceremonia przydziału
9. Hogwart
10. Ofensywa Filcha
11. Nocne rewelacje
12. Pierwsze koty za płoty
13. Dwie wiedźmy
14. Do szopy, hipogryfy!
15. Wcześniejszy prezent

SPONSORZY







Szablony, avatary...
Tiara Czarodzieja

DYSKUSJA




Polecani


Tiara Czarodzieja





Opowiadania HP
Orla Black
Aurora Sinistra
Bellatrix Black
Gilderoy Lockhart
Samanta Lestrange
Rita Skeeter
Monika Dursley
Flavia Labollay
Anastasia Labollay
Laura Sylvanus
Gracia Dumbledore

Ocenialnie
Azkaban Will Eat You
SUM
Oceniam Wyobraźnię
Felix Felicis
Oceniam
Kompania Ocenowa
Ława Przysięgłych
Niecodziennie
PWN
Q-Py-Blok
Krytyka Literacka
Martwa Strefa
Jimmy Ocenia
Potterowskie Oceny
Narcissism
Orto-Nazi
Żar Ocen
Talking About
Profesjonalne Oceny Blogów
Era Krytyki

Top Listy
Tiara Czarodzieja
Strony o Harrym Potterze
TopLista Syriusza Blacka
Pottersite
RPG i Fantasy
Bastion Fantasy
Magiczne Dziewczyny
Potterowskie FF
Opowiadania Fantasy

Czytelnia
Elfka Mortycja
Narcyza Malfoy
Myśli Severusa
Charlie Dawson
Carrie Eelyop
Amon Carter
Monica Verne