Powrót

Do szopy, hipogryfy!

niedziela, 15 stycznia 2012, 18:56
- Dumbledore chce was widzieć. - Spokojny wieczór, przerwało chłopcom pojawienie się w ich dormitorium rudej Evansówny. - Filch czeka na was przed portretem Grubej Damy - dodała i już jej nie było.
Chłopcy popatrzeli na siebie.
- Dziewczyny zdecydowanie powinny mieć tutaj zakaz wstępu - oznajmił James ze złością.
- Chodźmy lepiej zobaczyć czego chce od nas stary Dumbel - powiedział Syriusz, wstając z łóżka i rozglądając się za swoim szlafrokiem.
Zamek, jak zawsze o tej porze, był opustoszały i cichy. Większość uczniów już dawno była w swoich dormitoriach. Dopiero przed północą któryś z roczników wyruszy na lekcję astronomii na chwilę wypełniając korytarze miłym dla ucha gwarem.
Filch był w podejrzanie dobrym nastroju, więc pomału zaczynali podejrzewać, że wizyta w gabinecie Dumbledore'a nie będzie czysto towarzyska. Syriusz naprędce robił rachunek sumienia. Chyba Lanpori nie wygadała się, że przyłapała ich w Zakazanym Lesie, a nawet jeśli to chyba nie było to aż takie przewinienie, aby stanąć przed jego... majestatem. Poza tym - już zostali za to ukarani.
- Tym razem musieliście porządnie przesadzić - "zabawiał" ich rozmową Filch, szczerząc pożółkłe zęby. - Naoliwiłem już moje łańcuchy. Może w końcu pozwoli mi powiesić któregoś z was pod sufitem w lochach. Za poprzednich dyrektorów to dopiero były czasy. Dumbledore jest dla was za dobry.
W słuchaniu monologu woźnego bardzo przeszkadzała Syriuszowi pałętająca się pod nogami pani Norris. A trzeba było dalej próbować wysłać ją do Llangefni.
- Dzisiaj smarkacze są za bardzo rozwydrzeni, myślą, że wszystko im wolno - kontynuował Filch, gdy weszli w inny korytarz. - Jeszcze trochę i na głowy zaczną nam włazić. Porządna chłosta jeszcze żadnemu czarodziejowi na złe nie wyszła. O tak! Łańcuchy i chłosta. To są dobre metody wychowawcze.
Zatrzymali się pod ścianą z kamiennym posągiem chimery.
- Lody orzechowe - powiedział Filch, lekko się krzywiąc, a posąg lekko drgnął i przesunął się w bok. Za nim wiły się w górę spiralne schody.
Woźny wskazał im je dłonią o brudnych, połamanych paznokciach. Syriusz już domyślał się dokąd schody prowadzą. Coś takiego! Tyle razy przechodzili obok tej chimery szukając bezpośredniego wejścia do gabinetu dyrektora, a nie pomyśleli, że jest tuż za nią.
- A my sobie tutaj poczekamy na wyrok - mówił Filch do pani Norris, gdy Syriusz jako ostatni wchodził na stopnie.
Ledwo znalazł się na schodach, ściana za nimi zamknęła się z łoskotem. A oni jechali wyżej i wyżej. Trudno było choćby przypuszczać ile pięter wyżej się znajdują. Schody zatrzymały się tuż przed ogromnymi dębowymi drzwiami z mosiężną kołatką w kształcie gryfa.
Zanim którykolwiek z nich odważył się zapukać, drzwi otworzyły się i stanął w nich Albus Dumbledore:
- Dobry wieczór, Remusie. James, Syriusz, Peter. - Skinął głową na powitanie, uśmiechając się dobrodusznie.
Znaleźli się w wielkim, cichym, okrągłym pomieszczeniu, pełnym półek z książkami i dziwnymi przedmiotami. Dziwniejszymi nawet od tych z gabinetu Lanpori. Na jednej z półek spokojnie stała Tiara Przydziału. Ściany obwieszone były portretami byłych dyrektorów. A przynajmniej za takich Syriusz ich uznał, bo wśród nich znalazł się Finneas Nigellus Black. Na szczęście w tej chwili drzemał w swoich ramach, bo jeszcze "przez przypadek" mógłby donieść jego rodzicom, gdzie Syriusz właśnie wylądował.
Taki sam jego portret wisiał w domowym biurze Oriona. Chyba nie dlatego, że pan Black był do przodka przywiązany, ale po to, aby utrudnić mu zaognianie kłótni rodziców przez rzucanie z porteru kąśliwych uwag podczas nich, jak to miał w zwyczaju, kiedy wisiał w salonie.
Dumbledore przez chwilę pozwolił im rozglądać się po gabinecie i oswoić się z nowym otoczeniem. Kiedy James zaczął szturchać palcem jedno z delikatnych urządzeń na niskim stoliku o trzech pajęczych nogach, dyrektor wyczarował dodatkowe fotele przy swoim biurku i wskazał im je, gestem zachęcając, aby usiedli. Sam obszedł ich dookoła i zasiadł w wysokim fotelu naprzeciwko. Oparł łokcie o blat biurka i złączył palce wskazujące. Przez chwilę wpatrywał się w nich sponad swoich okularów połówek.
Syriusz nie widział czy dyrektor czeka, aż to oni zaczną rozmowę, czy może z ich zachowania próbuje wywnioskować czy mają coś na sumieniu, więc wolał milczeć, licząc w zamian na łagodny wymiar kary. Ale w jasnoniebieskich oczach Dumbledore'a nie było widać złości. Raczej dziwne iskierki rozbawienia.
Na oparcie fotela sfrunął wspaniały szkarłatny ptak o złotym ogonie. Wyglądał na najprawdziwszego feniksa, które do tej pory Syriusz widział tylko na ilustracjach w książkach. Również utkwił w nich spojrzenie czarnych, paciorkowatych oczu, przekręcając głowę na zmianę w prawo i w lewo.
- Czy chcielibyście mi coś powiedzieć? - zapytał łagodnie Dumbledore, jakby to oni przyszli tutaj z własnej woli.
Prawdopodobnie było wiele rzeczy, o których dyrektor powinien wiedzieć, ale nie mieli pojęcia, o którą konkretnie dyrektorowi chodzi. Popatrzyli tylko po sobie i nadal milczeli.
- Właśnie odwiozłem jedną z uczennic do domu, gdy wpadła tutaj Szara Dama, wykrzykując iż została zbezczeszczona i, że ujmę to delikatniej, rzucając obelgi pod adresem pewnych uczniów - kontynuował dyrektor. - Domyślacie się może, kogo miała na myśli?
Peter wyglądał jakby miał się rozpłakać, a Remus wpatrywał się w swoje buty. Dziwne, bo mieli najmniej na sumieniu. Syriusz za to wyszczerzył zęby w promiennym uśmiechu. James posunął się jeszcze dalej:
- Myślałby kto, że ona taka wrażliwa.
- Tak - przytaknął Dumbledore. - Co więcej, poparły ją inne duchy.
- Bo co? Zakłócamy ich wieczny spoczynek?! - wyskoczył Syriusz. - Przecież one nie są nawet do końca martwe! Bo jak można mówić o kimś, że jest martwy, kiedy przemieszcza się, mówi, a do tego donosi na innych?!...
- Spokojnie Syriuszu - przerwał mu dyrektor. - Nie twierdzę, że zdobywanie... nowych doświadczeń jest złe. Powiem więcej, uważam, że jest nawet wskazane. Aczkolwiek - dodał, gdy winowajcy utkwili w nim zaciekawione spojrzenia. - Kiedy duchy grożą ogólnym buntem, powinienem was w jakiś sposób ukarać, aby uchronić je przed tym, co im nieuniknioną grozi zgubą. Pomyślałem więc, że pomożecie dekorować na święta Wielką Salę. Nie powinno to być zbyt nieprzyjemne zajęcie...
Mówił coś jeszcze, ale uwagę Syriusza przyciągnęła gazeta, leżąca na jego biurku. Z pierwszej strony uderzył go ogromny tytuł:

"MINISTER MAGII NIE ŻYJE"

a pod nim ogromne zdjęcie Madeline Gamp. Wprost nie mógł w to uwierzyć, przecież poznał tę kobietę na weselu Bellatrix.
- Panie dyrektorze - przerwał szybko. - Czy mogę... pożyczyć tę gazetę?
- O tak - odparł nieco zdumiony Albus Dumbledore. - Nie będzie mi już potrzebna. Cóż, robi się późno, a jutro macie przecież normalne lekcje - dodał, spoglądając na zegarek. - Obawiam się więc, że najwyższa pora zbierać się do łóżek. Kolorowych snów.
Zanim drzwi gabinetu się za nimi zamknęły, Syriusz usłyszał jeszcze, aż nazbyt dobrze znany głos Fineasa Nigellusa Blacka, który musiał obudzić się w trakcie ich rozmowy:
- Jesteś dla nich zbyt łaskawy, Albusie. Ja zalecałbym porządną chłostę, zwłaszcza w przypadku moich potomków... Nigdy jeszcze...
- Dziękuję ci za fachowe rady, Fineasie - przerwał mu Dumbledore.
Gdy wyjątkowo szybko, jak na nadarzającą się możliwość nocnego spaceru po zamku wrócili do swojego dormitorium, Syriusz szybko wpakował się do łóżka i rozłożył zdobytą gazetę.
Pod fotografią, oprócz podpisu: Madeline Gamp były dwie daty: ur. 9.07.1922 - zm. 29.11.1971. Artykuł poniżej był wyjątkowo krótki, jak na tak ważne wydarzenie:

Z ogromnym żalem zawiadamiamy, że wczoraj w godzinach wieczornych, zmarła Minister Magii - Madeline Gamp (zm. 49 lat). Nie jest jeszcze oficjalnie znana przyczyna zgonu. Rzecznik prasowy ministerstwa milczy na ten temat jak zaklęty, natomiast jedyne osoby, które poza nim mogą bezkarnie udzielić takiej informacji, a więc mąż zmarłej - Edward Gamp (l. 42) oraz dzieci: Jacob (21 lat) i Isabelle (10 l.), pozostają w ciężkim szoku i znajdują się pod opieką uzdrowicieli z Kliniki Magicznych Chorób i
Urazów św. Munga. Średnia córka Gampów - April (l. 14), wciąż przebywa w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart, gdzie dostępu do niej bronią nauczyciele - nie wiadomo więc w jakim jest stanie po śmierci ukochanej matki.
Madeline Gamp po zawrotnej karierze w Departamencie Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów, Ministrem Magii została w roku 1968, po usunięciu ze stanowiska, na wniosek Międzynarodowej Rady Czarodziejów, Nobby'ego Leach'a, który swoją polityką doprowadził do konfliktu czarodziejów czystej krwi z charłakami. Problem udało jej się załagodzić już w pierwszych miesiącach urzędowania. Przez kolejne lata również udawało jej się utrzymywać względny spokój w tej dziedzinie, między innymi dzięki
prężnej współpracy Ministerstwa z założonym przez nią Towarzystwem Pomocy Charłakom. Jakie będą losy osób urodzonych w rodzinach czarodziejów, ale nie posiadających magicznych umiejętności, bez ich wielkiej obrończyni trudno stwierdzić, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń.
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy w Ministerstwie Magii trwa nieustająca debata nad wyborem następcy pani Gamp. Prawie na pewno wiadomo, że już dwóch kandydatów odmówiło przyjęcia stanowiska. Pierwszym był obecny dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, Albus Dumbledore (l. 89), twierdząc, że jest już stanowczo za stary. Drugim, szef Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów, Alphard Black (40 lat), usprawiedliwiając swoją decyzję problemami rodzinnymi oraz, pół żartem, pół
serio, mówiąc, że gdyby stanowisko przyjął, dziennikarze wyciągnęliby z jego życiorysu takie sprawki, że byłby skandal, jakiego świat czarodziejów jeszcze nie widział. Kolejnymi kandydatami na ministra magii są Hamish MacFarlan, szef Departamentu Magicznych Gier i Sportów oraz Milicenta Bagnold, szefowa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof oraz członkini Wizengamotu.
Miejmy nadzieję, że niebawem będziemy mogli poinformować o zaprzysiężeniu nowego ministra, a dzisiaj wszystkim osobom, które znały i kochały Madeline Gamp, redakcja składa serdeczne wyrazy współczucia.

No tak, umarł król, niech żyje król, pomyślał Syriusz, odkładając gazetę.
- I co tam wyczytałeś? - zapytał James znudzonym głosem. Leżał na łóżku i strzelał ze swojej różdżki w sufit różnokolorowymi kulkami. - Dać ci "Proroka Codziennego", a zaczynasz zachowywać się jak Peter. Nic do ciebie nie dociera.
- Mój wujek odmówił zostania Ministrem Magii - wypalił Syriusz, bo to okazało się być dla niego najważniejsze w całym artykule.
- Głupi, ja bym się zgodził - rozbudził się Potter.
- Masz jeszcze szansę, stanowisko wciąż wolne - zaśmiał się Syriusz.
Remus i Peter już dawno zasnęli.
- A co się stało z poprzednim ministrem? - zapytał James.
- Zmarła - odparł młody Black, podrzucając mu gazetę.

Pod koniec tygodnia Syriusz i jego koledzy dostali niemal takie same listy, zwinięte w ciasny rulonik:

Syriuszu, pierwsze wasze zadanie rozpocznie się w sobotę o godzinie 9:00 rano. Hagrid będzie czekał na was w sali wejściowej.

Życzę dobrej zabawy
z wyrazami szacunku,
Albus Dumbledore

- Cudownie! Znowu nie zobaczymy meczu quidditcha! - wkurzał się James.
Zrekompensowali to sobie przebiegając przez najbliższego ducha. Skoro już zarobili za to szlaban, bo inaczej nazwać się tego nie dało, to po co się ograniczać?
Sam Hagrid bardzo miło ich zaskoczył. Pozornie nieokrzesany brutal, okazał się miłą i ciepłą osobą, której po prostu czasami coś nie wychodziło. Właściwie częściej niż czasami. Gajowy znał wszystkie ścieżki w Zakazanym Lesie, który teraz, gdy spadł pierwszy śnieg, nie był już tak ciemny. Jednym zadaniem, jakie dostali od niego jego podopieczni, było wybieranie najładniejszych drzewek do ozdobienia Wielkiej Sali.
- Zdajcie się na mnie, ja się na tym znam - powiedział od razu James. - Pójdzie raz dwa.
I chyba po raz pierwszy odkąd się z Syriuszem znali, zaczął opowiadać o zwyczajach panujących w jego rodzinnym domu.
- Mój tatuś zawsze przygotowywał na święta taką tłustą kaczkę z jabłkami - rozkleił się w końcu gajowy. - Zjadaliśmy ją w mgnieniu oka, aż się uszy trzęsły.
- No dobra, dobra, nich już pan nie ryczy - przerwał mu Syriusz.
- Jeszcze raz powiesz do mnie pan, a znajdziesz się na czubku drzewa, które zamierzam ściąć - burknął olbrzym. - Mówcie mi po prostu Hagrid.
- Myślałem, że masz na imię Rubeus - mruknął Syriusz.
Jemu święta nie kojarzyły się z niczym dobrym i trochę zazdrościł Jamesowi i Hagridowi takich wspomnień. Jedyną rzeczą, którą on mógł zaliczyć na plus, były wyjątkowo widowiskowe awantury rodziców rano (nie rzadko z pokazem sztucznych ogni z ich różdżek), a później ich udawanie przed resztą rodziny, że wszystko jest w porządku. Przynajmniej pośmiać się można było. No i w zeszłym roku, matka sprała swoim kociołkiem Stworka za przypalenie świątecznego keksu, bo niby jak miała podać na stół coś
takiego. Później kazała mu piec nowe jeszcze dwa razy, aby ciasto było idealne. Zaś jedynymi osobami z rodziny, które Syriusz chętnie widziałby teraz przy bożonarodzeniowym stole, byli wuj Alphard i Andromeda, z nimi przynajmniej dało się normalnie pogadać. Być może kiedyś wyliczyłby więcej członków familii Blacków, ale teraz za bardzo już wpadli pod wpływy innych...
- Drzewo!!! - przerwał jego buntownicze rozmyślania okrzyk kolegów i Hagrida. James najwyraźniej wybrał kolejną kandydatkę na choinkę.
Ogromny łoskot ściętego drzewa, utwierdził go w przekonaniu, że miał rację.
Wkrótce wszyscy rozbawili się na tyle, żeby również przyłączyć się do dyskusji, którego świerka powinni ściąć i James musiał mocno bronić swojej pozycji znawcy, zwłaszcza po przegranej z Syriuszem dyskusji, że jodła bardziej się nadaje do postawienia przy stole nauczycielskim.
- Zobaczysz, powbijają się im igły w tyłki i dopiero będziemy się mieć z pyszna - zrzędził James.
- I o to właśnie chodzi - skwitował Syriusz z tak złośliwym uśmieszkiem, że nawet goblin byłby z niego dumny.
- Do szopy hipogryfy! - ryczeli na całe gardło, starając się wyciągnąć z lasu, sześć pierwszych iglaków. Tak fałszowali, że aż ptaki podrywały się do lotu. Hagrid ciągnął cztery drzewka na raz, a Syriusz i jego koledzy sapiąc i parskając, męczyli się z dwoma pozostałymi.
- Nie mógłbyś ich przetransportować zaklęciem? - stękał James, nie przyzwyczajony do ciężkiej pracy.
- Nie mam różdżki - odparł Hagrid. - Dawajcie, śpiewamy dalej.
Jakiś młody centaur wyjrzał zza drzewa, usłyszał ich śpiewy i zwiał tak szybko, że kopyta ślizgały mu się na śniegu.
- Wiecie co? Zmachał żem się - powiedział Hagrid, gdy w końcu wydostali się z lasu. - Wejdźmy do mojej chaty na kubek herbatki.
- Albo nawet na dwa - zgodził się James. - Przemarzłem na kość.
Chatka Hagrida była wyjątkowo mała jak na tak ogromnego człowieka. Całą jedną ścianę zajmował kominek z wiszącym nad paleniskiem ogromnym kotłem. Ktoś mocno się zdziwi, gdy będzie chciał odwiedzić pokoik siecią Fiuu. Tuż obok stało ogromne łóżko z puchową pierzyną. Całą resztę pomieszczenia zajmował stół i stojące przy nim krzesła.
Hagrid podał im kubki wielkości małych wiaderek wypełnione herbatą, wskazał miejsca przy stole, a sam usadowił się w upchniętym w kącie fotelu.
Rozległo się coś na wzór gongu i zobaczyli w kominku głowę Albusa Dumbledore'a z nieco oszołomioną miną.
- Widziałem, że tak będzie - podsumował Syriusz, gdy na czubku głowy dyrektora fioletowa śliwa.
- Nic się panu nie stało, kochany panie psorze? - zapytał Hagrid, natychmiast po tym, gdy minął mu pierwszy szok, mocując się z kotłem ( i po raz drugi grzmocąc Dumbledore'a w łeb).
- Nic, nic... - odparł dyrektor, gdy jego głowie już nic nie zagrażało. - Liczyłem, że tutaj was spotkam. Zupełnie zapomniałem, że dzisiaj o jedenastej zaczął się mecz quidditcha. Błąd starego człowieka. Pomyślałem, że może chcielibyście... urwać się ze szlabanu i iść popatrzeć. Drzewa wam przecież nie uciekną. - Uśmiechnął się dobrodusznie.
- Super! - zawołał James, zrywając się ze swojego miejsca i ubierając zimową pelerynę, która jeszcze nie do końca wyschła. - Uwielbiam pana, "panie psorze". Na co wy czekacie?! - zbeształ kolegów i ruszył do wyjścia.
- Tylko pamiętajcie o dokończeniu zadania po meczu - dodał Dumbledore, ale chyba poza Syriuszem nikt go już nie usłyszał. Nawet Hagrid był już na zewnątrz.
Gdy dotarli na stadion quidditcha mecz nadal trwał i dźwięk okrzyków rozentuzjazmowanego tłumu kibiców, nawet Syriusza ogarnęło radosne podniecenie. Co z tego, że grają Krukoni z Puchonami, a nie Gryfoni, przynajmniej zobaczą te wszystkie zawodowe formacje profesora Sloppera, o których mówi cała szkoła.
Nie było jednak tak wesoło jak się spodziewał. Co prawda dzięki Hagridowi, który przedzierał się przez tłum uczniów, niemal jak taran, torując im drogę do pierwszego rzędu, zobaczyli tylko dwa brawurowo wykonane Duble przez dziewczyny (!), będące pałkarzami Krukonów i kilka świetnych zagrań ścigających Puchonów, a krukońska szukająca złapała znicza. Jak się można było spodziewać, Puchoni przegrali, choć niewielką ilością punktów.

Przygotowanie zamku do świąt zajęło im również kolejny weekend. Dwanaście spośród wybranych przez nich choinek trafiło do Wielkiej Sali i trzeba było je przystroić. Pod sklepieniem miały zawisnąć jemioła i girlandy. Po raz pierwszy Syriusz, James, Peter i Remus pracowali ramię w ramię z profesorami i musieli przyznać, że współpraca na tej płaszczyźnie była bardzo satysfakcjonująca. Nawet McGonagall przestała ich besztać za wygłupy, a profesor Slughorn co piętnaście minut częstował ich
kandyzowanymi ananasami, opowiadając zabawne świąteczne historie. Tylko Lanpori nie poddawała się nastrojowi - siedziała ze skwaszoną miną przy stole profesorskim, podpierając głowę dłonią i nie raczyła ruszyć różdżką. James, na pożyczonej od Flitwicka miotle, wraz z Jackiem Slopperem wieszał pod sufitem czerowono-zielone girlandy. Sam Filius Flitwick także miał okazję polatać, choć w nieco innych okolicznościach. Peter, który z nim i Syriuszem przy pomocy zaklęcia wieszał bombki na
umieszczonych ponad ich głowami choinkami, źle wycelował i wylewitował w powietrze samego profesora. Plusem sytuacji było to, że w końcu opanował zaklęcie. Przed bolesnym upadkiem z dużej wysokości, Flitwicka uratował Dumbledore, który akurat wszedł do Wielkiej Sali, aby pomóc w przygotowaniach. Chwilę później, to Syriusz miał kłopoty. Wpadł do ogromnego kartonu, pełnego ozdób, większość niszcząc doszczętnie. Bardzo szybko on i Remus odbyli ekspresowy kurs rzucania zaklęcia reperującego i
spędzili kolejną godzinę na naprawianiu wyrządzonej szkody. James w końcu namówił profesor McGonagall do pokazania mu jakiegoś sprytnego zaklęcia transmutującego szczątki tego, czego nie potrafili zreperować w błyszczące gwiazdki. Teraz, gdy zaczęło ono Potterowi wychodzić produkował ich nadmierne ilości, na wyścigi z kolegami dobierając się do tego, co pozostało po ozdobach. Peter, wspomagany przez profesorów Claviusa i Keetleburna, przytwierdzał je do wszystkich ścian, używając chwilowego
przylepca. To znaczy, on je przytrzymywał, a jego kompani celowali różdżkami. Trudno było więc się dziwić, że dla Syriusza były to najlepsze przygotowania do świąt, w jakich w życiu brał udział. Tylko dwie rzeczy nieco mąciły atmosferę. Filch, który z miotłą przemierzał Wielką Salę tam i z powrotem, mrucząc coś pod nosem i patrząc na nich spode łba oraz duchy, które ćwiczyły jakąś pastorałkę, a że nie do końca znały lub pamiętały tekst, spierały się nieustannie:

Niech wesołe święta będą
Śpiewa szkolny dzwon

- Chór! - poprawił je James.

Wyjeżdżamy w świat z kolędą
Brzmi wesoły gong

- TON! - nie wytrzymała Lanpori, różdżką posyłając złote jabłko w ducha mężczyzny w wysokim kapeluszu, przez którego jeszcze nie zdążyli przeniknąć. Spojrzał na nią z wyrzutem, ale ona tylko wzruszyła ramionami i znów pogrążyła się we własnych myślach.
Kiedy dzwon wybił północ, a profesor Clavius wykrzykując "Zupełnie zapomniałem!", pobiegł prowadzić zajęcia z szóstym rokiem na wieżę astronomiczną, przygotowania dobiegały już końca. Jeszcze tylko Dumbledore wyczarował padający pod sklepieniem śnieg i mogli podziwiać efekty swojej pracy. Rzeczywiście były imponujące.
- No to najlepszego moje chłopaki - powiedział Hagrid ze łzami w oczach. - Cholibka, dobrze żeśmy się spisali, nie ma co.

Kiedy kilka dni później profesor McGonagall odwiedziła ich pokój wspólny z listą uczniów pozostających na święta w Hogwarcie, Syriusz bez wahania wpisał na nią swoje nazwisko. Był przekonany, że będzie to najlepsze Boże Narodzenie w jego życiu.

Kategoria: brak kategorii
tagi:


8 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

lokoweczka Lokóweczkaniedziela, 15 stycznia 2012, 22:22
95.171.215.117

Już nie mogłam się doczekać dalszej części :)
Pięknie :) Dobrze, że teraz piszesz o Bożym Narodzeniu, bo jeszcze jest taka atmosfera i do tego spadł śnieg :)
No, no. Nie spodziewałam się, że będą się dobrze bawić przy strojeniu Wielkiej Sali.
Czekam na ciąg dalszy :)

kasiaa kasiaa.środa, 18 stycznia 2012, 22:42
83.30.135.14

Bardzo podoba mi się to opowiadanie ;) Pisz dalej ! ;d

krzaczek93 krzaczek93.czwartek, 16 lutego 2012, 21:19
46.112.52.146

W końcu znalazłam czas by przeczytać... I powiem tak, NIESAMOWITE... Czekam na dalsze rozdziały ♥

Marit Marit.sobota, 18 lutego 2012, 13:44
83.28.40.185

Dzień dobry, dzień dobry! Jako że Malibu postanowiła opuścić szeregi Kompanii, chciałam poprosić o wybór nowego oceniającego. Pozdrawiam.

get-used-to-this get-used-to-thisczwartek, 8 marca 2012, 15:49
78.8.119.247

Przebrnęłam :) Chociaż było ciężko ze względu na objętość Twojej opowieści - jest naprawdę imponująca.
Szczerze muszę przyznać, że to jest mój numer jeden wśród Twoich opowiadań, przynajmniej dotychczas. Może dlatego, że uwielbiam Syriusza (jak wielu przede mną i zapewne wielu po mnie), ale na pewno przyczynia się do tego jakość opowiadania. Mianowicie jest ono bardzo przemyślane, widać, że skupiasz się na konstruowaniu wątków. Twoi bohaterowie są kanoniczni i różnorodni, podoba mi się, że pokazujesz nam, w jaki sposób Huncwoci się mogli poznać i zaprzyjaźnić. Przy tym nie jest to wymuszone czy zbytnio wystudiowane, ale naturalne, jakbyś opowiadała nam ich prawdziwą genezę. Dużą część tekstu poświęcasz też na pokazanie relacji między bohaterami i świetnie, bo dzięki temu nie są oni sztuczni i zawieszeni w próżni. Świat przedstawiony jest bogaty w szczegóły, łatwo można go sobie wyobrazić. Fajnie, że wprowadzasz czytelnika jakby od początku do Hogwartu. I cała ta dokładność, która przy Gilderoyu tak mi wadziła, tutaj jest zupełnie na miejscu - w końcu sama familia Blacków jest tak skomplikowana, że opisywaniu im trzeba poświęcić więcej czasu :)
Co mi się nie podobało to ślub mojej ukochanej Belli z kimś, kto nie jest Rudolfem Lestrange - jeśli chodzi o tę postać jestem bardzo drobiazgowa.
Oczywiście zdarzały się błędy interpunkcyjne, jakieś literówki czy niechciane powtórzenia, ale było ich naprawdę mało, więc nie ma po co się nad tym rozwodzić.
Podsumowując, jestem trzy razy na tak i pisz szybko nowość, bo tak i już :)
Pozdrawiam!

Nikita Nikita.piątek, 9 marca 2012, 12:42
78.8.122.215

pomysłowe opowiadanie!

ksiega ksiegasobota, 10 marca 2012, 15:01
95.49.50.235

Witaj w gronie uwiecznionych!zapraszam do częstego odwiedzania mojego bloga www.ksiega.mylog.pl

trzysiostry Nicoleh10piątek, 30 marca 2012, 21:00
94.42.54.163

Uwielbiam Syriusz Blacka jest moją ulubioną postacią z HP, nie mogłam się powstrzymać, gdy przeczytałam piątą część i słowa że Syriusz wpada za Zasłonę, krzyknąć na całe gardło " Że co !!! " Twoje opowiadanie o nim bardzo mnie uszczęśliwiło gdy je znalazłam, w końcu będę mogła dalej zachwycać się swoją ulubioną pustacią.
Mam nadzieje że wena dopisuje i że następny rozdział będzie tak samo dobry ;)
Pozdrawiam

Mój Profil



SZKLANA KULA


Kolejny rozdział Syriusza pojawi się:

17 CZERWCA 2012

Wszystkie osoby, które pragną zostać o nim poinformowane zachęcam do wpisywania się do księgi gości lub komentowania poprzednich wpisów.



ROZDZIAŁY


1. Tojours Pur
2. Ten pierwszy raz
3. Lekcja dobrych manier
4. Mortycja McGonagall
5. Familia
6. Chluba Portree
7. W pociągu
8. Ceremonia przydziału
9. Hogwart
10. Ofensywa Filcha
11. Nocne rewelacje
12. Pierwsze koty za płoty
13. Dwie wiedźmy
14. Do szopy, hipogryfy!
15. Wcześniejszy prezent

SPONSORZY







Szablony, avatary...
Tiara Czarodzieja

DYSKUSJA




Polecani


Tiara Czarodzieja





Opowiadania HP
Orla Black
Aurora Sinistra
Bellatrix Black
Gilderoy Lockhart
Samanta Lestrange
Rita Skeeter
Monika Dursley
Flavia Labollay
Anastasia Labollay
Laura Sylvanus
Gracia Dumbledore

Ocenialnie
Azkaban Will Eat You
SUM
Oceniam Wyobraźnię
Felix Felicis
Oceniam
Kompania Ocenowa
Ława Przysięgłych
Niecodziennie
PWN
Q-Py-Blok
Krytyka Literacka
Martwa Strefa
Jimmy Ocenia
Potterowskie Oceny
Narcissism
Orto-Nazi
Żar Ocen
Talking About
Profesjonalne Oceny Blogów
Era Krytyki

Top Listy
Tiara Czarodzieja
Strony o Harrym Potterze
TopLista Syriusza Blacka
Pottersite
RPG i Fantasy
Bastion Fantasy
Magiczne Dziewczyny
Potterowskie FF
Opowiadania Fantasy

Czytelnia
Elfka Mortycja
Narcyza Malfoy
Myśli Severusa
Charlie Dawson
Carrie Eelyop
Amon Carter
Monica Verne